O depresji

Długo zastanawiałam się czy o tym napisać. Może po prostu nie byłam gotowa się tym dzielić? A chyba jednak warto. Ostatnio na fejsie pojawił się znowu taki łańcuszek z hasztagiem zapobiegamy depresji. Że moje drzwi są zawsze otwarte, mam herbatę i kakao, wpadnij. Że niby właśnie to zapobiega depresji. Rozumiem dobre intencje osób, które to powielają, ale w świat idzie krzywdzące umniejszenie powagi chorób psychicznych.

– Weź, ogarnij się.

– Wyjdź gdzieś ze znajomymi.

– Napij się wina.

– Zabierz psa na spacer.

– Znajdź sobie jakieś hobby.

– Zacznij uprawiać sport.

Wszystkie te złote rady z dupy serwujemy osobom z depresją.

– Jesteś pewna, że chcesz brać te leki? To chyba trudno potem odstawić?

Zapytaliście tak kiedyś osoby, która bierze jakieś inne leki?

Oprócz depresji choruję też na niedoczynność tarczycy. Objawy są dość zbliżone – trudno mi jest się obudzić z rana, jestem senna, zmęczona. Jak mi TSH skoczy to potrafię zasnąć w pracy. Na spotkaniu, które prowadzę. Jasne, praca w korpo bywa nudna fchuj, ale ja nie o tym. Nikt nigdy nie zapytał mnie czy aby na pewno powinnam brać ten Letrox. Bo to przecież trzeba będzie już zawsze brać. Czy nie boję się, że się uzależnię. Nikt nie poradził mi, żebym psa zabrała na spacer to mi się wyniki poprawią. Wiele osób radziło wizytę u endokrynologa. Lekarz specjalista, warto się zbadać. Bo ta tarczyca to jakaś taka poważna choroba. A ta psychiczna to jakoś mniej…

Pod moim postem na fejsie krytykującym herbatę jako lekarstwo na depresję napisano m.in. nie deprecjonuj prewencji. Jakiej kurwa prewencji, ja się pytam?! Regularne picie herbaty nie zapobiega chorobie. I jeszcze, że ja to mam łatwiej, bo ja silna jestem i umiałam pójść po pomoc do specjalisty jak było trzeba. No jacha. Ja mam zawsze łatwiej. Nawet jak zachoruję to jakoś tak mniej.

Bo co Wy o mnie konkretnie wiecie, drodzy wirtualni znajomi? Co wiesz o mnie koleżanko z pracy, którą minę w biurowej kuchni, a która obdarzy mnie miłym komentarzem „bo Ty zawsze taka uśmiechnięta jesteś”… Wiecie o mnie tyle ile zechciałam Wam pokazać. A światu wolę pokazać uśmiech. I siłę.

Wszystkie powyższe złote rady są ważne dla zdrowia psychicznego. Bardzo ważne jest, żeby otaczać się życzliwymi osobami, żeby pielegnować relacje, te wartościowe. I bez wahania kończyć te toksyczne.

Ale nie mylmy proszę chwilowej niedyspozycji, gorszego humoru z chorobą. Choroba to choroba i trzeba ją leczyć. Lekami jak trzeba. Terapią zawsze. Nie pomoże rozmowa z koleżanką, chociażby najserdeczniejszą. Pomoże specjalista.

Bo wiecie, przecież mnie znacie, c’nie? Miałam wszystko. Szczęśliwą rodzinę. Dzieci. Męża, który wówczas wydawał mi się darem losu i wsparciem. Psa, którego można zabrać na spacer. Wielki dom pod lasem. Karierę zawodową. Przyjaciół. No wszystko. A jednak zachorowałam. Spadłam na samo dno. A tam na dnie nie ma już nic. Jest szaro. Bo nawet czerń jest zbyt wyraźna, żeby tam była.

Każdy chory przeżywa swoją depresję inaczej. No wiadomo, w każdej chorobie są objawy wspólne dla wszystkich i odchylenia osobnicze. Ja nie wychodziłam z łóżka. A jeśli już jakimś nadludzkim wysiłkiem udało mi się wstać, to snułam się między łóżkiem a kanapą, w piżamie, tak na chwilę, po to żeby stwierdzić, że nawet na snucie brak mi sił. Wszystko wydawało się za trudne. Wstać. Ubrać się. Umyć zęby. Wziąć prysznic. Wszystko to było za dużo. Ja chciałam już tylko zasnąć. Najlepiej na zawsze.

Po co o tym piszę? Głównie po to, żeby Wam powiedzieć, że nigdy nie wiecie co kryje się pod uśmiechem. I na jak długo starczy mi sił, żeby się jeszcze uśmiechać, myć zęby, wstawać z łóżka. Ja się z tego już nigdy nie wyleczę. Ale teraz już wiem, że umiem z tego miejsca wrócić. Chodzić na herbatę i z psem na spacer. Oswajam moją pustkę i szarość.

Jeśli więc chciałabym coś tym postem osiągnąć to powiedzieć komuś kto nie ma siły wstać z łóżka, że da się. Skoro mnie się udało to Tobie też się uda. Wierzę w Ciebie. Nigdy nie daj sobie wmówić, że jest coś z Tobą nie tak. Bo najczęściej sam/a to sobie wmawiasz. Nie obwiniasz się przecież za złe wyniki morfologii to czemu obwiniasz się kiedy Ci się chemia w głowie popsuje? Naprostuj chemię chemią.

I jeszcze wszystkim tym, którzy nie mieli do czynienia z tą chorobą, chcę Was poprosić, żebyście nie powielali krzywdzących schematów myślowych typu „jesienna depresja”. Jesienny to jest spleen – mój dawny blog, który utonął w odmętach internetów. Depresja to choroba. Nie leczy się jej herbatą, dobrym słowem, wsparciem bliskich. Wszystko to oczywiście pomaga i jest bardzo ważne. Ale dopiero kiedy wyjdzie się z tej najgorszej i najbardziej szarej szarości. Bo kiedy ja już umiałam wstawać z łóżka to bardzo pomogło, że wstawałam, żeby wyjść z psem do lasu. Ale najpierw potrzebny był specjalista, leki, przestrzeń w głowie do zadbania o swoje zdrowie, siła do walki.

W tym miejscu powinna pojawić się błyskotliwa pointa, taka w punkt, ostra jak brzytwa. Ale nie musi. Bo ja mam w sobie przestrzeń do odpuszczenia, do mniejszego perfekcjonizmu. To dla mnie nowe, ćwiczę.

Jedna odpowiedź na “O depresji”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s